Mamy to :)

Po trzech miesiącach walki z machiną urzędniczą, w końcu się udało:

W piątek odebrałem dowód rejestracyjny zawierające rzeczywiste dane dotyczące silnika (pojemność, moc) oraz masy własnej 🙂

Ale po kolei: na początku udałem się na poszukiwania diagnosty który podejmie się przeprowadzenia takiego badania. W większości przypadków spotykałem się z odmową, nawet bez obejrzenia pojazdu: nie bo nie, nie bo za duży silnik, nie bo kierownik zabronił, itp. W końcu udało się znaleźć diagnostę który powiedział że musi obejrzeć i wtedy zadecyduje co dalej. Po wstępnych oględzinach, diagnosta poprosił o opinie rzeczoznawcy (chodziło głównie o potwierdzenie dostosowania hamulców oraz stwierdzenie masy własnej pojazdu).

Rzeczoznawca dokładnie obejrzał wprowadzone zmiany, oraz sporządził dokumentację fotograficzną, następnie udaliśmy się na inną stację diagnostyczną, na której wykonany został test skuteczności hamulców (wraz z wydrukiem wartości sił hamowania dla poszczególnych kół) oraz jeszcze raz obejrzał i sfotografował przeróbki od spodu. Kolejnym etapem była legalizowana waga, na której odbyło się ważenie pojazdu (również z wydrukiem). Poza przeróbką silnika oraz hamulców, zostały opisane też inne zmiany jak przeniesienie baku i akumulatora to bagażnika, itp. Tydzień później, jeszcze po kilkukrotnej rozmowie z rzeczoznawcą dostałem wymarzoną opinię techniczną (niestety nie mam zdjęć), w której dokładnie opisane zostały wszystkie zmiany, wyniki testów hamulców, ważenia oraz wynik próby drogowej. Samochód i jego parametry trakcyjne porównany został też to trabanta z silnikiem 1.1 z VW POLO.

Kolejna wizyta na stacji diagnostycznej była już tylko formalnością 🙂 Diagnosta ponownie sprawdził auto (standardowe okresowe badanie techniczne), zrobił zdjęcia do badania po zmianach konstrukcyjnych, jeszcze raz wszystko obejrzał i wystawił zaświadczenie o wykonanych zmianach (do swojego badania załączył opinię rzeczoznawcy).

Z dokumentami ze stacji diagnostycznej udałem się do wydziału komunikacji, gdzie na początku została w dowód wbita adnotacja, że zgłoszono zmiany a po tygodniu odebrałem nowy dowód z nowymi danymi 🙂

W CEPIKu też już jest ładnie:

Także jeszcze się da zalegalizować SWAPa, pytanie tylko jak długo…

1000km pękło :)

Przez ostanie półtorej miesiąca praktycznie już nic nie było robione przy aucie. Wyjątkiem jest zregenerowany alternator (łożyska + szczotki) oraz zamontowane dodatkowe wskaźniki.

Trabant był dwa razy w Krakowie, poza tym trochę kilometrów polatane na miejscu. Między czasie powoli kompletuje części do zimowych modyfikacji, plany są ambitne ale raczej nie uda się wszystkich zrealizować. Na pierwszy ogień pójdzie nowy resor (na prawdę oryginalny nowy resor z DDR ;)) oraz czeskie wahacze +17mm na sworzeń ze skody. A potem czas pokaże…

Kilka zdjęć:

 

A jedzie to tak:

Pierwsze 100km po remoncie

W niedzielę udało się wreszcie wybrać na dłuższą przejażdżkę. Zrobiłem za jednym razem około 100km, wszystko wydaje się być OK, spalanie poniżej 5l/100km (prędkości 60-70km/h).

Poza tym wreszcie znalazłem chwilę czasu żeby wypolerować dach, zrobić kilka zaprawek i ogarnąć kilka drobiazgów. W komorze do zrobienia został dolot, i do lekkiej modyfikacji wydech (ale to się ogarnie przy okazji).

Kilka zdjęć:

Znów na chodzie

W sobotę po całym dniu walki udało się poskładać silnik i umieścić go na miejscu w samochodzie. Po pierwszym odpaleniu i zagrzaniu silnika na wolnych obrotach pracował OK, jednak przy próbie dodania gazu dławił się albo całkiem gasł. Zrezygnowany odpuściłem temat. Następnego dnia po odpaleniu na zimnym pracował OK, jednak po zagrzaniu znów zaczął się dławić i gasnąć. Metodą prób i błędów okazało się że odpięcie czujnika położenia przepustnicy (TPS) rozwiązało problem. Po wyczyszczeniu czujnika wszystko wróciło do normy. Testowo po przejechaniu 16km silnik pracuje ok, ale jest jeszcze kilka drobnych rzeczy do poprawienia.

Z racji napiętego planu dnia nie miałem nawet czasu zrobić żadnych zdjęć 😉 Jedyne jakie mam to z jazdy testowej na myjni:

Składamy silnik – dzień pierwszy

W sobotę zaczęliśmy składać silnik. Na początek wszystkie elementy (blok, głowica, dekle, pompa oleju, itp.) zostały dokładnie wymyte (zmywacz do silników, zmywacz do hamulców, myjka ciśnieniowa i na koniec przedmuchanie kompresorem dało rady).

Po dokładnym sprawdzeniu wymiarów bloku, wału i oględzinach pompy oleju, rozpoczął się montaż. Wał dostał nowe panewki główne i korbowodowe, na tłokach pojawiły się nowe pierścienie. Każdy z tych elementów przed zamontowaniem smarowany był grubo świeżym olejem silnikowym. Po umieszczeniu wału i tłoków na miejscu przyszedł kolej na pompę oleju, dekiel od strony koła zamachowego i pompę wody – oczywiście na nowych uszczelkach.

Kolejnym etapem był montaż nowych uszczelniaczy zaworowych w głowicy oraz dotarcie i montaż zaworów. W ten sposób przygotowana głowica została zamontowana na bloku. Następnie zamontowane zostały popychacze hydrauliczne i wałek rozrządu wraz z nowymi uszczelnieniami i kołem rozrządu.

Na koniec dnia ustawiony został rozrząd i zamontowany pasek i rolka napinająca. Całość czeka teraz na kolejny wolny dzień aby dokończyć montaż. Kilka zdjęć z prac:

A miało być tak pięknie…

Niestety trasa do Krakowa (130km) przerosła auto. Na początku po przejechaniu około 80km zaczął się dławić. Stwierdziłem że to chyba pompa paliwowa. Jakiś cudem powoli udało się dotoczyć do znajomego który mieszka pod Krakowem.

Zamówiliśmy części i dwa dni później po wymianie cewki, kabli oraz pompy paliwowej problem ustąpił. Niestety nie było dane nacieszyć się tym stanem ponieważ parę minut później z silnika zaczął wydobywać się stukot. Nauczony doświadczeniem stwierdziłem że to któraś panewka (co potwierdził chwilę później znajomy mechanik). Auto do domu niestety musiało wrócić na lawecie.

Po wyjęciu silnika i zdjęciu miski olejowej przypuszczenia się potwierdziły: jedna panewka dość mocno zużyta, na wale korbowym były dość głębokie rysy a w misce i na smoku pompy oleju widać było sporo opiłków. Po zdjęciu głowicy było tylko gorzej – kanały wodne mocno zabrudzone rdzą, sporo nagaru, mocno zabrudzone kanały dolotowe, uszczelniacz wałka rozrządu wciśnięty na silikon. Generalnie silnik do kapitalnego remontu.

Z racji takiego stanu całości, silnik został rozkręcony do pojedynczych śrubek, zamówiony nowy wał korbowy, nominalne panewki, komplet uszczelnień na górę i dół silnika, nowe pierścienie, olej i filtr oleju. Głowica została oddana do planowania, na tulejach cylindra nie ma żadnych rys, wymiary są zgodne z nominalnymi więc blok jest OK. Zostanie on tylko dokładnie umyty i powoli będziemy składać silnik.

Kilka zdjęć obecnego stanu: